| 1. Znak krzyża |
|
|
|
|
Każda Msza Święta zaczyna się wysokim C. Można zaryzykować tezę, jakoby duchowa jakość wykonania tego znaku i naszej chóralnej odpowiedzi Amen na wezwanie kapłana była wyznacznikiem tego, co w ciągu najbliższych kilkudziesięciu minut będzie się dokonywać w naszych duszach. Wielu z nas zapomina, że znak krzyża jest prawdziwą modlitwą, a nie pustym symbolem, nawiasem spinającym Eucharystię w całość. Jest modlitwą szczególną. Jej prostota i pochodzenie daje jej ogromną siłę. Jest fundamentem liturgii, tak jak fundamentem wiary jest krzyż w ogóle. Jednocześnie ten moment stanowi także „doskonałą” okazję do upadku. Z własnego doświadczenia znam nagłe przebłyski świadomości liturgicznej pojawiające się zdecydowanie później (by nie powiedzieć: za późno) – na przykład w trakcie aktu pokuty. Rzadko zdarza się to bez przyczyny, ale na pewno zawsze bez możliwości usprawiedliwienia. Jak już we wstępie pisałem, wielokrotnie słyszy się zarzuty wobec Mszy Świętej jako przydługiego, monotonnego, coniedzielnego spotkania, które niczym nie różni się od tego sprzed tygodnia, podczas którego jedyne ożywienie wprowadza Komunia Święta i pierwsze frazy rozesłania. Zarzuty te są bezpodstawne dla świadomego sensu swojej obecności na Eucharystii katolika, ale nie sposób odmówić logiki ich autorom. Schematyczność i automatyzm wykonywania pewnych czynności, słów, gestów niejednokrotnie każdego z nas doprowadza do zasypiania, które bynajmniej nie jest zaśnięciem w Panu. Raczej: zaśnięciem w sobie samym. Sen ten śni się doskonale - nigdy tak łatwo nie porządkuje się myśli czy planów, jak podczas biernego słyszenia (w odróżnieniu od słuchania) któregokolwiek z punktów Mszy Świętej. Niemniej śmiem twierdzić, że świadomie wykonany znak krzyża jest w stanie ugruntować nasze skupienie na najwyższym możliwym dla nas poziomie już na początku mszy. Nie bez przyczyny przecież tam jest jego miejsce. Problem w tym, że świadome i prawdziwie pobożne wykonanie znaku krzyża jest chyba najtrudniejszym z zadań, jakie stoją przed uczestnikiem Eucharystii. Po pierwsze, czas trwania tej modlitwy nie pozwala nam na włączenie skupienia w trakcie – jest tak krótka, że maksymalnie skoncentrowanym należy być już przed. Po drugie, jest to chyba najczęstsza modlitwa każdego z nas. Każdy pacierz, liturgia Mszy Świętej, nabożeństwo rozpoczynają się i kończą tym najkrótszym wyznaniem wiary. A skoro już o wyznaniu wiary mowa, przecież wielu z nas poza sytuacjami oczywistymi czyni znak krzyża, by oddać Bogu chwałę lub zwyczajnie zamanifestować swoją wiarę mijając świątynię w trakcie podróży do szkoły, pracy. Jak przy tym zachować świeżość tego aktu? Po trzecie i chyba najważniejsze, na temat krzyża powstały setki tysięcy książek i broszur - od tych najmniejszych, kilkustronicowych po ogromne, kilkutomowe traktaty filozoficzne. Symbolika krzyża, jego miejsce w obecnym świecie, jego znaczenie liturgiczne… to tematy praktycznie niewyczerpalne. Same pieśni religijne ze słowem krzyż w tekście mogłyby zająć sporą część imponujących rozmiarów śpiewnika. A jednak my w przeciągu tych kilku sekund musimy uprzytomnić sobie wszystko, co św. Paweł zawarł w Hymnie o Kenozie (Flp 2,6-11) i całą Tajemnicę Odkupienia, które dokonało się przecież przez krzyż. Szczęśliwy, kto za przyczyną Ducha Świętego wszystko to pojmie w odpowiedniej chwili i miejscu. W życiu codziennym pierwszą modlitwą, której uczy się dziecko, jest właśnie znak krzyża. Dopiero później wtajemnicza się je w Modlitwę Pańską lub Pozdrowienie anielskie. Sądzę, iż podobnie jest z nami - uczestnikami Liturgii. Wstęp, jakim jest ten rodzaj modlitwy, jest nam potrzebny, by uświęcić wszystko to, co Bogu ofiarujemy: co mówimy, myślimy w czasie Eucharystii. Nie można go jednak nazwać „rozgrzewką” – jest to pełnowartościowe podjęcie dialogu z Bogiem prawdziwie obecnym (Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich - Mt 18,20). A czym, jeśli nie rozmową z Najwyższym lub wysłuchaniem Jego Woli ma być (jest) Liturgia? Szukając pocieszenia, warto zajrzeć do Księgi Psalmów, gdzie czytamy: Wie On, z czego jesteśmy utworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem. (Ps 103,14) Nie daje nam to jednak prawa do poddania się w walce o jak najlepsze przeżycie tego czasu, a żaden upadek nie może nas złamać . Czas ten bowiem jest nam dany przez samego Boga w trakcie Ostatniej Wieczerzy. Zatem nie my dajemy Bogu, ale sam Bóg daje nam szansę obcowania ze sobą (Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia; 4 prefacja zwykła). Szansę tą trzeba wykorzystać. Może warto zacząć od znaku krzyża? STRONA GŁÓWNA REKOLEKCJI: [ PRZEJDŹ ]
Wielkopostne rozważania publikujemy co 6 dni, począwszy od 1 marca. Ich autor - Tomasz Adamski - jest studentem italianistyki UŚ i animatorem Liturgicznej Służby Ołtarza. Od początku 2009 roku pełni posługę ceremoniarza w parafii Podwyższenia Krzyża św. i św. Herberta w Katowicach - Os. Witosa; entuzjasta liturgii, szczególnie Wielkiego Postu. Prywatnie miłośnik dobrej literatury, muzyki gitarowej i męskich sportów. |



