| 5 niedziela zwykła. 7 lutego 2010 |
|
|
|
|
Chrystus zna życie "inaczej": my znamy je od strony naszych marnych sił wspomaganych nauką, umiejętnościami, On zna je od strony darmowej łaski Pana Boga i przeobfitych bogactw. Jedynym problemem pozostaje dojrzenie tego kontrastu, jaki rysuje się pomiędzy Chrystusową a naszą perspektywą spojrzenia na życie. Szymon i jego wspólnicy doświadczyli tej konfrontacji w bardzo bezpośredni sposób, a w jej obliczu mogli tylko zostawić wszystko i wyruszyć za Mistrzem w drogę, której celem jest życie pełne obfitych połowów. Pomyślmy, co by się stało, gdyby Piotr nie zaufał i nie zarzucił sieci. Miał przecież wątpliwości, do tego słuszne: od kiedy ryby łowi się za dnia i to po nocy, po której nic nie dało się złowić... A co gorsza, co by się stało, gdyby onieśmielony cudem nie odpowiedział na kolejne wezwanie: Ludzi będziesz łowił? Co by się stało, gdyby wycofał się w bok, w dobrym "pokornym" zamiarze? Postawa wycofania jest niebezpieczna. Prowadzi do... Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret - zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim. (Łk 5,1-11) Dzisiejsza Ewangelia poucza nas o tym, że nigdy nie staniemy się ekspertami, którzy posiądą wiedzę na temat sterowania Bożą łaską. Szymon i jego wspólnicy o łowieniu ryb w tym jeziorze wiedzieli absolutnie wszystko. Nie wiedzieli jednak tego, że od tego dnia ich połowy nie będą już zależeć od ich profesjonalnej wiedzy, ale od łaski Bożej, z którą będą współpracować aż do końca życia. Pierwszym połowem dokonanym w ten sposób, był połów ryb - bardzo obfity, mimo absurdalnego w tamtejszych warunkach zarzucenia sieci w dzień. Kolejne połowy to już połowy ludzi. Głos Mistrza nauczającego z łodzi i sprawiającego cudowny połów, przewyższającego największą ludzką wiedzę o łowieniu ryb, nie może pozostać bez odpowiedzi. Jego Pójdź za mną skierowane jest do każdego z nas. Bardzo często myślimy, że znamy życie, żyjemy tu nie od dziś. W znakomitej większości przypadków jest to prawda, jednak Chrystus zna życie "inaczej": my znamy je od strony naszych marnych sił wspomaganych nauką, umiejętnościami, On zna je od strony darmowej łaski Pana Boga i przeobfitych bogactw. Jedynym problemem pozostaje dojrzenie tego kontrastu, jaki rysuje się pomiędzy Chrystusową a naszą perspektywą spojrzenia na życie. Szymon i jego wspólnicy doświadczyli tej konfrontacji w bardzo bezpośredni sposób, a w jej obliczu mogli tylko zostawić wszystko i wyruszyć za Mistrzem w drogę, której celem jest życie pełne obfitych połowów. Pomyślmy, co by się stało, gdyby Piotr nie zaufał i nie zarzucił sieci. Miał przecież wątpliwości, do tego słuszne: od kiedy ryby łowi się za dnia i to po nocy, po której nic nie dało się złowić... A co gorsza, co by się stało, gdyby onieśmielony cudem nie odpowiedział na kolejne wezwanie: Ludzi będziesz łowił? Co by się stało, gdyby wycofał się w bok, w dobrym "pokornym" zamiarze? Postawa wycofania jest niebezpieczna. Prowadzi do deprecjacji samego siebie i wykonywanej przez mnie posługi. Animator muzyczny nie może stanąć przed grupą i powiedzieć: Jestem beznadziejny, przepraszam was, że musicie znosić moje fałsze i w ogóle przepraszam, że tu jestem i za to, że żyję też was przepraszam. To słowa ośmieszające posługującego i to co robi, a więc - w dalszej perspektywie - liturgię. Owszem, słudzy nieużyteczni jesteśmy (Łk 17, 10), ale w tym sęk, że posługa nasza nie jest bez sensu. Pismo bowiem dopowiada: wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać. Nieoczekiwanie uznania, o którym mówi Chrystus, nie ma nic wspólnego z brakiem uznania dla własnej wartości. Ja zaś posługując, powinienem wykonać to, co do mnie należy i wykonać to jak najlepiej. Nie jest to możliwe bez łaski Bożej i bez mojego przekonania o wartości tego, co robię, czyli bez pewności co do własnej wartości. Nie wolno mi chełpić się z powodu wykonywanej posługi, nie wolno uczynić z liturgii wieczoru talentów czy Idola, ale muszę nadać mej posłudze godność i wyrazistość, a to nie jest możliwe, gdy umniejszam siebie nadmiernie. Skoro otrzymałem od Boga talent, dane mi jest (i zadane!) rozwijać go i nim służyć, bo po to go dostałem. W przeciwnym razie dbałość o piękno liturgii nie miałaby sensu - po co się starać, skoro nigdy nie osiągniemy czystości i piękna głosów chórów anielskich? Postawa wycofania nie bierze się z prawdziwej pokory. Pokora bowiem nie polega na usilnym pozbawianiu siebie samego wszelkiej wartości: nie należy mylić uznania w pokorze swoich wad i niedoskonałości z orzekaniem o własnej nieprzydatności i beznadziejności. Nie nasz sąd o tym orzeka. Pierwsza postawa jest godna naśladowania, druga zaś - to zazwyczaj grzech egoizmu polegający na przemożnej chęci uznania i dowartościowania ze stronny innych. Użalając się nad własną słabością (zwykle wyolbrzymioną) otwiera drogę dla słów uznania ze strony drugiego człowieka ( - Jestem beznadziejny, nie nadaję się do tego. - To nie jest prawda. Jesteś wspaniały.) Jako sługa nie mogę ulec pokusie takiego postępowania. Jako sługa i jako człowiek mam swą godność, wrodzoną zresztą wraz z godnością dziecka Bożego. Postawa wycofania jest szkodliwa dla osób, do których zostałem posłany, nie tylko ze względu na zły przykład im dawany, ale też z powodu swego niepedagogicznego charakteru. Posługujący, który przewodzi grupie osób (jak to jest w przypadku animatora muzycznego i uczestników rekolekcji, ceremoniarza i podległej mu służby liturgicznej czy też prowadzącego scholę i jej członków), powinien być autorytetem (co nie oznacza nieomylnej skarbnicy mądrości na każdy temat!) i mieć u ludzi szacunek. Tylko taka sytuacja zapewnia skuteczność animatorskiej posługi. Jak bowiem poważać kogoś, kto sam siebie nie poważa i na forum stwierdza swój brak kompetencji i umiejętności? Jak wtedy poważnie podejść do tego, czego ma nas uczyć (a w założeniu uczymy przecież świadomego, godnego i zaangażowanego czynnego udziału w liturgii)? Chrystus nigdy nie powiedział, że jest Kimś nieważnym, ale zawsze pełen prawdziwej pokory przekazywał to, co Ojciec Mu polecił. Był pewny swojej wartości i czynił to, co uważał za słuszne we współpracy z Duchem świętym. Tego też uczył apostołów. I to właśnie jest zadaniem sługi i jego istotną cechą: czynić to, co mi powierzono, do czego Bóg w swym Kościele mnie powołuje i do czego realizacji talentami mnie obdarzył. W taki to sposób łowi się ludzi. Dla Chrystusa.
Żywe Słowo - komentarze biblijno-formacyjne (nie tylko!) dla posługujących podczas liturgii. Ewangeliczne perykopy komentują związani z Ruchem Światło-Życie i Ośrodkiem Liturgicznym, posługujący na letnich rekolekcjach Ruchu oraz zafascynowani liturgią: Wojciech Bełch - student ekonomii w Szkole Głównej Handlowej i kulturoznawstwa (slawistyka zachodnia i południowa) na UW w Warszawie oraz Krzysztof Kraus - student polonistyki UŚ, współodpowiedzialny za prace Ośrodka Liturgicznego. Grafika: Joanna Materna. |




