facebook
4 niedziela zwykła. 31 stycznia 2010 PDF Drukuj Email

Pierwsze odrzucenie Chrystusa spotyka we własnej ojczyźnie - wśród ludzi, którzy znali Go od dziecka, musieli zatem być świadkami tego, jak Jezus czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi. Wobec tego nie powinno być dla nich żadnym zaskoczeniem to, z jaką mocą przemówił. Jednak w sercach słuchaczy zwycięża niewiara. Jako posługujący wzór powinniśmy czerpać właśnie z postawy Chrystusa: zawsze głosić Słowo Boże, a słów własnych nie stawiać na równi z Objawieniem. W przeciwnym razie ryzukujemy bardzo wiele, a najmocniej - wiarę i świadomość tych, do których zostaliśmy posłani. Posługując, spełniamy nasze czynności publicznie, czym stajemy się dla wielu ludzi kimś ponad (zapewnia nam to nieraz sama odwaga, dzieki której możemy stanąć na ambonie czy prowadzić śpiew podczas liturgii). Posługując, jesteśmy jakby na świeczniku, a nasza postawa utożsamiana jest z Bożym Słowem. Jeżeli jedno głoszę, a drugie czynię...


Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się. (Łk 4,21-30)





W dzisiejszym fragmencie Ewangelii możemy się dopatrzeć dosłownego nawiązania do słów z Prologu Ewangelii według św. Jana: [Słowo] przyszło do swoich, a swoi Go nie przyjęli. Pierwsze odrzucenie Chrystusa spotyka we własnej ojczyźnie - wśród ludzi, którzy znali Go od dziecka, musieli zatem być świadkami tego, jak Jezus czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi. Wobec tego nie powinno być dla nich żadnym zaskoczeniem to, z jaką mocą przemówił. Jednak w sercach słuchaczy zwycięża niewiara, być może napędzana zawiścią, że syn (my wiemy, że jedynie wychowanek) zwykłego cieśli może być spełnieniem proroctw, Słowem, które stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Niewiara ta domaga się znaków, jednak znaki i cuda są odpowiedzią na wiarę, a nie na jej brak. Na wiarę, jaką znaleźli w sobie ludzie, którzy Chrystusa nie znali...

Wielu z nas zna Chrystusa od dziecka, a jednak z biegiem czasu traci wiarę i powątpiewa w prawdy przekazywane przez Kościół. Wtedy często żądamy od Boga znaku obecności; chcemy Go poczuć i wpadamy w rozgniewanie, kiedy tego nie otrzymujemy. Dzisiejsza Ewangelia mówi nam jasno, że większego znaku niż to, że Chrystus jest wśród nas w Kościele, nie otrzymamy. Jeśli naszą reakcją na to będzie gniew, to Chrystus przejdzie pośród nas i oddali się.






Na czym polega moc słów Chrystusa? Czyż syn cieśli okazał się być wspaniałym oratorem? Skąd u niego ta siła przekonywania, że cały lud w synagodze słucha Go z zapartym tchem...

Siła słów Chrystusa bierze się z tego, że nie mówi On w swoim imieniu, lecz głosi to, co nakazał Mu Ojciec. Sam będąc Bogiem, nie podnosi swych ludzkich słów do rangi Bożego Objawienia, lecz czytając zwój Księgi proroka Izajasza, przytacza (i aktualizuje) słowa, którymi niegdyś
przemawiał Bóg do ojców przez proroków, czym wiernie wypełnia zadaną Mu misję. Postawa przeciwna prowadzi do "zabicia" Boga dla siebie samego i postawienia siebie w miejscu Boga: nie wierzę już Bogu i w Boga, lecz sobie i w siebie. Ten grzech nazywamy pychą. W sytuacji osoby posługującej skutkuje on w sposób bardzo niebezpieczny nie tyle dla niego (choc także), co dla innych.

Jako posługujący wzór powinniśmy czerpać właśnie z postawy Chrystusa: zawsze głosić Słowo Boże, a słów własnych nie stawiać na równi z Objawieniem. W przeciwnym razie ryzukujemy bardzo wiele, a najmocniej - wiarę i świadomość tych, do których zostaliśmy posłani. Posługując, spełniamy nasze czynności publicznie, czym stajemy się dla wielu ludzi kimś ponad (zapewnia nam to nieraz sama odwaga, dzieki której możemy stanąć na ambonie czy prowadzić śpiew podczas liturgii). Posługując, jesteśmy jakby na świeczniku, a nasza postawa utożsamiana jest z Bożym Słowem. Jeżeli jedno głoszę, a drugie czynię, podważam zasadność, sensowność i praktyczne zastosowanie w życiu nauki, którą publicznie głoszę. Jeszcze gorzej, gdy używam własnej pozycji do forsowania swoich błędnych teorii na temat wiary czy moralności. Nie oszukujmy się, animator na rekolekcjach jest dla wielu swych podopiecznych ucieleśnieniem prawdy i wzorem.

Gdy zaś stawia się swoje słowo w miejscu Słowa, a siebie czyni bogiem, rodzą się herezje i rozłamy. A rzecz nie dotyczy jedynie spraw najbardziej istotnych (podstaw wiary czy moralności), ale i codziennych sytuacji posłuszeństwa Kościołowi czy to w aspekcie moralnym ("Kościół się myli", "Czasy się zmieniły"), czy w zakresie porządku liturgii ("A niby czemu zamiast
Agnus Dei nie moglibyśmy zaśpiewac jakiejś radosnej piosenki?"). Przykłady można by, niestety, mnożyć.

Drugą, nie mniej obcą Jezusowi postawą, jest wycofanie. Godzi ono nie tyle w PR Kościoła, co skutkuje nieskutecznością w głoszeniu Ewangelii. Ale o tym już innym razem. Póki co muszę wyrzec się tego rodzaju pychy, który sługę stawia w miejscu Pana.

Nie jest to przypadek, że wzorem Diakonii jest Chrystus-Sługa, prawda?
A dla ciekawych... Fryderyk Nietzsche, wielki piewca idei śmierci Boga i intronizowania w Jego miejsce człowieka, zmarł samotny. W zakładzie dla obłąkanych; miał ledwie 56 lat.

 

 


Żywe Słowo - komentarze biblijno-formacyjne (nie tylko!) dla posługujących podczas liturgii.
Ewangeliczne perykopy komentują związani z Ruchem Światło-Życie i Ośrodkiem Liturgicznym, posługujący na letnich rekolekcjach Ruchu oraz zafascynowani liturgią: Wojciech Bełch - student ekonomii w Szkole Głównej Handlowej i kulturoznawstwa (slawistyka zachodnia i południowa) na UW w Warszawie oraz Krzysztof Kraus - student polonistyki UŚ, współodpowiedzialny za prace Ośrodka Liturgicznego. Grafika: Joanna Materna.
 

Statystyka pobieralni (dla zalogowanych)

Phoca Download