Dodane przez w w Chór Ośrodka Liturgicznego
  • Rozmiar czcionki: Większa Mniejsza
  • Przeczytano: 1845
  • 0 komentarze
  • Drukuj

Zmarnowany weekend - warsztaty: relacji część 1.

Drogi czytelniku tego posta!

Czy byłeś kiedykolwiek na warsztatach chóralnych? 
Czy byłeś kiedykolwiek w Brennej?
Czy byłeś kiedykolwiek członkiem ChOLu?
Czy te trzy kwestie miały miejsce jednocześnie? 

Jeśli na wszystkie te pytania odpowiedziałeś twierdząco, jesteś szczęśliwym człowiekiem, bo zmarnowałeś przez to swój czas najlepiej na świecie. Jeśli nie... Przeczytaj tę relację, żebyś miał okazję, drogi czytelniku, przekonać się, jak wiele Cię ominęło w życiu i rozważyć, czy może nie trzeba byłoby czegoś z tym zrobić.

W tę sobotę stawilśmy się u sióstr w Brennej, żeby punktualnie o 10:00 móc zacząć rozśpiewkę, a później próbę naszych kolęd na festiwale i inne takie. Udało się praaaaawie punktualnie - około 10:07 czasu polskiego w zimnej auli z pięknymi, czerwonymi fotelami zaczęliśmy oficjalnie nasze warsztaty.

Rozśpiewkę poprowadziła nam tego dnia Patrycja, nasz gość specjalny, która zajęła się naszą emisją głosu. Dowiedzieliśmy się, że cali jesteśmy instrumentami, i że aby dobrze śpiewać, trzeba się porządnie przestraszyć i tym samym otworzyć wszystkom co wymaga otwarcia. Że podczas śpiewu jesteśmy drzewami z mocnymi, nieruchomymi korzeniami nożnymi. Że śpiewanie to w ogromnej mierze wyobraźnia. Że ręce odzwierciedlają dźwięki. I całe mnóstwo innych rzeczy, których wprowadzanie sprawiło, że ja osobiście chyba nigdy wcześniej nie byłam rozśpiewana aż tak wysoko, a dźwięk nigdy wcześniej tak bardzo mi nie wibrował wewnątrz.

Po rozśpiewce rozeszliśmy się standardowo na mężczyzn, którzy z księdzem Bartkiem udali się na jadalnię, i kobiety, które zostały z Magdą i Patrycją na auli. Dziewczyny szlifowały każdy niemal nasz dźwięk, poleciły opadać na fotele i śpiewać otwartym murmurandem, a Patrycja w dodatku chciała, żebyśmy my, alty, śpiewały "niewysikaną barwą". I w ogóle tyle tego było, że zajęłoby chyba z 5 wpisów, więc może sobie podaruję. W każdym razie - roboty miały z nami od groma. Przed obiadem zdążyliśmy jeszcze zaśpiewać łączenie jedną kolędę, ale łączone śpiewy zostawię sobie do opisywania na za-jednym-zamachem.

W związku z tym krótko napomknę, że wreszcie mogliśmy zaspokoić burczące żołądki i dać trochę wolności naszym gardłom, przeponkom, płuckom i co-tam-jeszcze-Wam-się-zamarzy-to-podstawcie, i zjedliśmy pyszszszny obiad ugotowany przez naszą cudowną Kasię i pozbijaliśmy przez chwilę bąki. Jakoś szybko to jednak minęło, trzeba było wrócić do pracy, tym razem już w wersji łączonej. I, jak to zwykle bywa, działo się, oj!, działo...

"Dzisiaj w Betlejem" nie było już Ździsiem (facet wreszcie się od chłopaków odczepił, uf!). Ale jego widmo zostało, bo choć nigdy go nie widziałam, to podejrzewam, że miał wąsy. Dlaczego? Bo Magda kazała nam robić sobie wąsy. Poważnie. Podejrzewam, że ten wąsaty Ździś jej się spodobał (wybacz, Radek, ale innego wytłumaczenia nie widzę!) i z tęsknoty za nim chciała, żebyśmy my też wąsy mieli wszyscy. Ale w porządku, to jej wybaczyliśmy. Gorzej było z wybaczeniem, gdy powiedziała nam, że śpiewamy "jak każdy organista". Bo to już było bezczelne!

"Bracia, patrzcie jeno" okazało się być kolędą powodującą różne wyznania i postulaty, które, rzecz jasna, zacytuję, bo nie mogę nie.

1.
Magda: Kto tu ma linię wiodącą?
Michał: My!
Magda: Czyli kto?
Michał: My, tenorki aniołki!

2. Magda usiłowała nam przemówić do rozumu, żebyśmy na nią patrzyli, bo zwalniamy - zakończyła swoją wypowiedź słowami: "Patrzcie na mnie!" Po chwili przerwy usłyszała od Radka: "Ładnie pijesz", tak chłopak uważnie patrzył, no!

3. 
Radek: Czy ja mogę mieć postulat, żebyśmy spróbowali zaśpiewać rytmicznie?
Magda: Ale ja cały czas rytmicznie macham, tylko wy na mnie nie patrzycie.
Radek: No to tego właśnie dotyczy mój postulat, żebyśmy spróbowali.

Poza tym wszystkim kolęda ta wywarła także jakiś dziwny wpływ na księdza Bartka. Najpierw stwierdził, że nie spadlibyśmy o cały ton, tylko o 3/4 tonu. No. Właśnie. Później Magda chciała zaradzić naszemu nierytmicznemu śpiewowi nie w tempie i poprosiła księdza Bartka o włączenie metronomu w keybordzie. I zdaje się, że to był błąd, bo przez następne 5 - 7 minut chór nie śpiewał. Nie umiał, bo zanosił się śmiechem. 

"Bóg - Człowiek", ostatnia kolęda, śpiewana była po krótkiej przerwie. Spóźnił się jeden człowiek - ksiądz Bartek, co Magda skwitowała stwierdzeniem:
"Zapraszamy księdza. Spóźnialskiego. A Pan Bóg patrzy!"
Następnie miała miejsce kolejna ciekawa rozmowa Magdy z Radkiem.

Magda: Do panów też - murmurando na otwartych ustach. Radosław, słyszałeś?
Radek: Tak!
Magda: To co powiedziałam?
Radek: Że nutki.

Ale żeby nie było monoosobowo - muszę tutaj wspomnieć jeszcze o Sarze, która miała wczoraj chyba jakieś zatkane uszy, czy coś. Bo gdy Magda powiedziała, że "nigdy nie oddychamy na kresce", Sara zrozumiała, że "nigdy nie oddychamy na Teresce". W tym miejscu macham Pani Prezes i składam zażalenie, że nie dojechałaś, bo nie miał kto nachuchać w pokoju i było zimno!

Koło godziny 17:00, gdy już niewiele dało się z nas wykrzesać, Magda dała nam pracę grupową do wykonania - samodzielne rozczytanie przez poszczególne głosy ich partii jeszcze innej kolędy. W tym miejcu alty dziękują Aniom! Po połączeniu i zestrojeniu w całości, chętni mieli okazję też spróbować sił w dyrygowaniu. 

Potem to już pełen relaks - kolacja, obijanie się, modlitwa, film (taki cudowny film!). Po filmie rozeszliśmy się tak, jak chcieliśmy (albo musieliśmy - ja, na przykład, spędziłam cudowny, romantyczny wieczór sam na sam z logistyką międzynarodową). Do spania każdy poszedł, kiedy mu się zamarzyło, a następnego dnia... Ale to już w kolejnej relacji.

Krótko podsumowując tę część pierwszą - zmarnowałam weekend. Powinnam była go spędzić przy książkach, projektach, notatkach. Ale wiecie co? To był jeden z najlepiej i najbardziej konstruktywnie zmarnowanych weekendów w moim życiu. W takim miejscu, z takimi ludźmi, w takiej formie - lepiej być nie mogło. Uwielbiam takie marnowanie weekendów. Nieśmiało proszę o częściej!

Zapraszam na ciąg dalszy relacji za... jakiś czas. 

PS. Zdjęcie dodam, gdy będzie taka możliwość.

0
Studentka logistyki na Politechnice Śląskiej w Katowicach, pochodząca z małego Pszowa.
Uwielbia się drzeć i wyć, dlatego śpiewa altem w ChOLu.
Uwielbia pisać, dlatego pisze relacje z prób.
Uwielbia Pana Boga, dlatego cała reszta.

Komentarze

Kto szuka znajduje...

wbiblii

Polecane Video

Diakonia Muzyczna

diakonia muzyczna

1% na OL

1 procent2

W drodze