Dodane przez w w Muzyka a duchowni
  • Rozmiar czcionki: Większa Mniejsza
  • Przeczytano: 2387
  • 0 komentarze
  • Drukuj

Wielki Wolfi… - powróćmy do Mozarta…

Powie ktoś, że sobie pozwalam… Ale nie… Tym zdrobnieniem zwracała się do swego Wolfganga Amadeusza Mozarta jego żona. I właśnie o nim dziś słów kilka ale nie tylko…

Filmy muzyczne dzielą się na dwie grupy, bardzo dobre albo po prostu tragicznie kiepskie, powierzchowne, wybiórcze, skrótowe – i można by tak mnożyć. I szczerze powiem jestem pełen obaw kiedy na ekrany kin wchodzi jakiś nowy muzyczny film bo jak by od razu jestem nastawiony na „stanowcze nie…” I musi mnie naprawdę w takim filmie coś urzec, żebym to zdanie zmienił. Szczególnie jeśli jeszcze jest to biografia jakiegoś kompozytora czy artysty. Natomiast gdy jest to historia całkowicie z kręgu fikcji – no to już musi być dla mnie majstersztyk. Niestety takich filmów nie jest za wiele.

 

Filmem, który na zawsze zagościł w mojej filmotece jest legendarny już: „Amadeusz” Milosa Formana, który moim zdaniem jest chyba najlepszą z możliwie syntetycznych biografii poświęconych Mozartowi. W bardzo lekki, ale nie infantylny sposób pokazany jest geniusz wielkiego Amadeusza przy jednoczesnym ukazaniu jego lekkoducha i frywolności, nie raz sięgającej wręcz o wulgarność czy głupkowatość. Film kończy się śmiercią Mozarta wycieńczonego pracą nad swoim „Requiem”, utworem, który jak dla mnie jest najbardziej wybitnym jego dziełem. Dziełem tak bardzo emocjonalnym, że i dziś słuchając go wyczuwa się tę głębię przeżyć Mozarta. Podobno Mozart pisząc to dzieło był już tak wyczerpany, że korzystał z pomocy innego muzyka. Niektórzy sugerują, że mógł to być nawet sam Sallieri – od zawsze zazdrosny o powodzenie Mozarta – chcący morderczą pracą doprowadzić wreszcie śmierci mistrza. Legenda mówi, że podobno gdy doszli do Lacrimosa, Mozart wziął nuty i zaczął śpiewać partię sopranu, w pewnym momencie miał odrzucić nuty i rozpłakać się dając upust swym emocjom.

Nagrano już chyba setki jak nie tysiące płyt z wykonaniem Requiem, przez najróżniejszych solistów i chóry oraz orkiestry pod batutami największych dyrygentów. To dzieło nie starzeje się tak samo, jak nie starzeje się sam Mozart. Dla jednych prosty i dziecinny, dla innych piekielnie trudny podczas egzaminów, czy dyplomów na studiach muzycznych. Jedno jest jednak w nim pewne. Pozostawia w człowieku wielu wiele odprężenia i w chaosie tego świata i zgiełku pozwala się oderwać i zanurzyć w pięknie muzyki.

Wsłuchajmy się w tego magika dźwięków. Każdy kto choć posłuchał Mozarta musiał się nim zachwycić, bo to piękno, które powala i na wieki pozostanie w historii muzyki…

Ks. Adrian 

 

Oznaczone w: Forman lacrimosa Mozart
0
Urodzony 1976 r. w Chorzowie; całe życie, aż do chwili przyjęcia święceń kapłańskich, związał z tym miastem. Uczestniczył w życiu wspólnot przy parafii św. Jadwigi, kolejno: Legionu Maryi, ministranckiej i Ruchu Światło – Życie pod duchowym wsparciem i przewodem ks. Proboszcza Henryka Markwicy.
W 1995 r. rozpoczął studia w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym w Katowicach, które ukończył w 2002 roku przyjmując święcenia kapłańskie.
Pracował w parafii – Św. Herberta w Wodzisławiu Śląskim, od 2005 roku w parafii Św. Józefa w Świętochłowicach, od 2007 roku w parafii Miłosierdzia Bożego w Jastrzębiu – Zdroju, od 2011 r. pracuje w parafii Św. Józefa w Katowicach Załężu.
Od dawna jego wielką pasją jest muzyka klasyczna, szczególnie muzyka operowa, jak również fotografia. Fotografuje zabytki, przyrodę, ale także ludzi. W wolnych chwilach pisze wiersze (w 2005 roku ukazał się jego tomik poezji pt: „Nie kochasz, nie istniejesz…”

Komentarze

Kto szuka znajduje...

wbiblii

Polecane Video

Diakonia Muzyczna

diakonia muzyczna

1% na OL

1 procent2

W drodze